Wyniki wyszukiwania
Search this site
Znaleziono wyniki dla pustego wyszukiwania
- Historie z życia wzięte - ciocia
Miłość. To słowo w ustach Ewy brzmi prawdziwie. Ma treść. Kiedy Ola trafiła do niej miała wielkie problemy ze zdrowiem, z wielu względów nikt nie dawał jej szans na dobre życie, naukę, normalne dzieciństwo, młodość i dorosłość. Za kilka dni zaczyna studia... Up Historie z życia wzięte - ciocia Kocham - mówi w progu do swojej nastoletniej córki za każdym razem, kiedy ta wychodzi z domu. Przytula na chwilkę. To „zestaw obowiązkowy", który Ewa serwowała całej swej ósemce: czwórce biologicznych dzieci i kolejnej czwórce, którą opiekuje się w ramach pieczy zastępczej. Miłość i przytulanie - Ewa wie, że bez tego nie stworzyłaby niczego. Ewa pewne rzeczy jest w stanie przewidzieć. Ot, chociażby to, że kiedy siądzie sobie w dużym pokoju z filiżanką dobrej kawy parzonej w ekspresie, którą uwielbia, to kwestią kilku minut są odwiedziny jednej z dwóch „pań", zajętych do tej pory zabawą w sąsiednim pokoju. - Wiesz, ślicznie dzisiaj wyglądasz - Angelika, lat 6 mówi to tak pełnym przekonania głosem, że Ewa nie próbuje zaprzeczać. Zwłaszcza, że w drzwiach stoi także siostra dziewczynki, trzyipółletnia Karolinka i przytakuje całą sobą. Dosłownie. - Ty także wyglądasz pięknie - odwzajemnia komplement. - Obie pięknie wyglądacie - poprawia się szybko i przytula dziewczynki. Obie siostry trafiły do niej na początku tego roku. W ramach pieczy zastępczej. Z domu, gdzie nie było przytulania ani wymiany grzeczności. - Moje kochane Pieczaki - mówi z miłością o dziewczynkach, które początkowo bardzo przeżywały rozstanie z tymi, którzy tworzyli im świat. Co z tego, że obdarty z tego co piękne i najbardziej potrzebne? W nowym miejscu Angelika, ta dobrze wychowana młoda dama przez dwa miesiące nie odzywała się słowem, jej siostra bała się szczoteczki do zębów. Nie wiedziała, do czego służy... Najpiękniejsze jest to, że w wieku 46 lat Ewa rodziną zastępczą została już po raz drugi. Dzieci, którym zaczęła pomagać kilkanaście lat temu są już dorosłe, jej biologiczne pociechy także. - Pani Ewo, a może tak poszłaby pani za ciosem. Pani podopieczni już dorośli... - słyszała już od pewnego czasu od pań, które z ramienia Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie pomagają jej w wielu rzeczach. Serce Ewy zabiło mocniej, właściwie podjęło decyzję od razu, jednak postanowiła jeszcze poradzić się swoich dzieci. Myślała z niepokojem, co powiedzą. Do dzisiaj pamięta każde słowo. I to, że po raz kolejny poczuła satysfakcję, że wychowała wrażliwych i mocnych ludzi. - Mamusiu, ty nie potrafisz inaczej, zrób to po prostu - powiedziały takim tonem, jakby wiedziały od dawna co się święci, a Ewa była jedyną osobą niewtajemniczoną w plan. Za słowami poszły czyny, bo pomagają jej przy dziewczynkach. - Chętnie pokazują im dziewczyńskie rzeczy, układają fryzury... Zostają z nimi jak ja np. idę na mecz - opowiada wierna kibicka Legii Warszawa. - Czuję, że nie robią tego z musu, to dodaje mi sił. Tak naprawdę spełnia swe marzenia. Zawsze chciała mieć dużo dzieci, opiekować się nimi, dawać im siebie. Marzenia były z nią nawet wtedy, kiedy nijak miały się do rzeczywistości. Była małą dziewczynką, kiedy porzuciła ją własna matka, swojego taty nie znała. Najpierw wychowywała ją babcia, która zmarła kiedy Ewa miała 10 lat. Wzięła ją do siebie druga babcia. Przez sześć lat miała dobry, ciepły dom, potem choroba starszej kobiety sprawiła, że w wieku lat szesnastu Ewa trafiła do Domu Dziecka gdzieś w małej miejscowości. Nie może powiedzieć, że działy się jej tam złe rzeczy. - Wiem, że panie opiekujące się nami starały się jak umiały, wiem też, że ciężko jest dać ciepło tylu wychowankom, nie były w stanie - wspomina. Kiedy w wieku dziewiętnastu lat znalazła się w Warszawie, życie wciąż jej nie oszczędzało. Czteroletnie małżeństwo do dzisiaj wspomina wzdrygając się z niesmakiem. Z trójką dzieci, które pojawiły się na świecie musiała uciekać przed damskim bokserem, jakim okazał się człowiek z którym się związała. Uciekła z tego życia, aby spotkać prawdziwego mężczyznę. - Dzięki drugiemu mężowi przestałam być wrakiem człowieka. Uwierzyłam, że nie jestem do niczego, że nie jestem złą matką , że nie jestem złą żoną...- mówi, po czym zamyśla się i smutnieje, głaska Łobuza, psa staruszka, który jest z nią tyle lat. - Mój mąż umarł 11 lat temu, dał mi zaplecze emocjonalne i poczucie, że jestem wartościowa. W takiej właśnie chwili, kiedy razem wychowywali już czworo dzieci (na świecie pojawiła się ich wspólna, dzisiaj 18-letnia córka) marzenia Ewy o posiadaniu gromadki dzieci spełniły się jeszcze bardziej. Pojawiły się Pieczaki, jak mówi dzisiaj z miłością o dzieciach w pieczy zastępczej. Dwójka dzieci, dla których stali się rodziną zastępczą pojawiła się nagle i bez zapowiedzi. W 2010 roku zmarła jej matka, będąca rodziną zastępczą dla syna jej młodszej siostry i dwóch córek starszej. Dzieci miały pięć, sześć i osiem lat. - Nie chcę z nimi zostać jestem za stary - uciął mąż zmarłej jakiekolwiek rozmowy na temat dzieci. Ewa i jej mąż, który także znał smak dzieciństwa w domu dziecka wiedzieli, że powinni pomóc, bo tak po prostu trzeba. Czuli, że ich świat zmieni się diametralnie. Na lepsze czy na gorsze? Nie szukali na to odpowiedzi. Nie mieli czasu. - Nie wiedziałam, o co chodzi w tym wszystkim, nie ogarniałam sytuacji - wspomina tamte chwile Ewa. Jedną z córek starszej siostry zajął się jej biologiczny ojciec. Drugą córką jej rodzona matka nie chciała się zająć. - Weźmiesz ją, ja nie dam rady - usłyszała Ewa, która już wcześniej czuła, że Ola trafi do niej. - Nie spodziewałam się jednak, że także moja młodsza siostra zapyta mnie czy wezmę do siebie jej syna.... Wzięła. Przez dwie minuty dosłownie, jakie miała po tym pytaniu na złożenie do sądu odpowiedniego wniosku nie wymyśliła nic lepszego. - I tak mając czworo małych dzieci w domu staliśmy się rodziną zastępczą dla dwojga innych maluchów - po trzynastu latach Ewa uważa, że to była jedna z najlepszych decyzji w jej życiu. Wprawdzie potem wiele razy zastanawiała się, po co to robi, to były jedynie chwile, przysłowiowe łyżki dziegciu w beczce miodu. Tak jak wtedy, kiedy usłyszała, że robi to dla pieniędzy bądź wtedy, kiedy usłyszała od dorastającego Pieczaka „nienawidzę cię". - Ciężko się wtedy robi, nie ma czym oddychać. Ale złe chwile się kończą. Zawsze - dodaje z pewnością w głosie. Przez lata nauczyli się siebie doskonale. Nie, nie jest dobrą ciocią, która da sobie wejść na głowę. Potrafi być stanowcza, kiedy trzeba oczywiście. - Dzieci pieczowe mają problem z zaufaniem, są wyrwane ze środowiska, które wcale nie było dobre dla nich, ale nauczyły się tam żyć i funkcjonować - uważa. - Nade wszystko potrzeba cierpliwości, przytulania i miłości. Mają wiedzieć i czuć, że są dla nas ważne. I tak jest, skoro mimo pełnoletności wciąż są blisko niej. Dla Karolinki i Angeliki to już jedyny świat. Do Ewy mówią „ciociu", zdarza im się powiedzieć „mamo". Zwłaszcza wtedy, kiedy są wśród innych dzieci. - Taką mają potrzebę, rozumiem to. Staram się być dla nich jednak ciocią, bo chciałabym, żeby zwracały się tak do kogoś, kto je adoptuje i będzie prawdziwą mamą - mówi i zwraca uwagę także na to, że obowiązujące w Polsce prawo nie daje jej jako pieczy zastępczej wielkich praw do dzieci. Aby wyrobić im paszporty czy choćby podpisać zgodę na wyjazd na wycieczkę - na to wyrazić zgodę musi biologiczna matka. Dziewczynki czują, że mówi o nich i pojawiają się na chwilę. Po chwilkę przytulania. - Takie już są, takie je kocham... Miłość. To słowo w ustach Ewy brzmi prawdziwie. Ma treść. Kiedy Ola trafiła do niej miała wielkie problemy ze zdrowiem, z wielu względów nikt nie dawał jej szans na dobre życie, naukę, normalne dzieciństwo, młodość i dorosłość. Za kilka dni zaczyna studia... - Jestem dumna z tego, że jestem częścią jej życia. Takiego normalnego, codziennego i od święta - mówi i podkreśla, że bycie rodziną zastępczą to nie jest coś ponad. To normalne, dobre życie. Wprawdzie Ewa nie mówi tego głośno, ale to nie jest jej ostatnie słowo. W przedpokoju wiszą zdjęcia całej jej kochanej ósemki. Miejsc na nowe portrety jest jeszcze mnóstwo. Poprzednia Kolejna
- Historie z życia wzięte - Lena
Gdy Lena trafiła do nowej rodziny, była przerażona i nieufna. Myślała, że wszyscy ją porzucili, a zwłaszcza rodzice. W rodzinie zastępczej Lena czuła się jak ptak, który nagle znalazł się w nowym gnieździe... Up Historie z życia wzięte - Lena Lena Pewnego razu w małym, zacisznym miasteczku żyła sobie dziewczynka o imieniu Lena. Jej oczy były jak dwa błękitne jeziora, a serce pełne miłości, choć jej młode życie nie było łatwe. Lena żyła w rodzinie, gdzie smutek często zasłaniał słońce, a niezrozumienie budowało wysokie mury. Dziewczynka, mimo że doświadczyła bólu zarówno fizycznego, jak i psychicznego, wciąż darzyła swoich rodziców ogromnym uczuciem. Pewnego dnia, gdy sytuacja w domu stała się zbyt trudna, Lena została zabrana przez wróżkę. Dziewczynka została przeniesiona do nowego domu, domu pełnego ciepła i troski – rodziny zastępczej. Przyjęli ją jak własne dziecko, otoczyli miłością i zrozumieniem, ale serce Leny było pełne sprzecznych uczuć. Tęskniła za rodzicami biologicznymi, choć nie zawsze było jej przy nich dobrze. W jej małym sercu mieszkały wspomnienia, które czasem były jak kolce róż, czasem jak ich delikatne płatki. To był dla niej wielki szok i zmiana. Gdy Lena trafiła do nowej rodziny, była przerażona i nieufna. Myślała, że wszyscy ją porzucili, a zwłaszcza rodzice. W rodzinie zastępczej Lena czuła się jak ptak, który nagle znalazł się w nowym gnieździe. Początkowo wszystko było dla niej obce – zapachy, dźwięki, nawet sposób, w jaki światło padało przez okno jej nowego pokoju. Często przyłapywała się na tym, że wpatruje się w drzwi, jakby spodziewała się, że ktoś je otworzy i wszystko wróci do normy. Ciocia Jula i wujek Mieszek starali się otoczyć ją cierpliwością i zrozumieniem. Podczas wspólnych posiłków Lena często milkła, jej małe dłonie zaciskały się na sztućcach, a oczy błądziły po twarzach nowych opiekunów. Próbowali nauczyć ją, że tu, w tym nowym miejscu, może wyrażać swoje emocje, że smutek i złość mają tu swoje miejsce tak samo jak radość i śmiech. Kiedy Lena bawiła się z innymi dziećmi, czasem nagle przestawała, jakby zapomniała, jak to jest czuć się bezpiecznie w swojej zabawie. Potrzebowała czasu, by zrozumieć, że nowe otoczenie nie niesie ze sobą bólu, którego doświadczyła wcześniej. Czasem była zdziwiona, że gdy coś przeskrobała, nikt jej nie bił i nikt na nią nie krzyczał. Nocami, gdy koszmary przypominały jej o przeszłości, ciocia Jula siedziała przy niej, ściskając jej dłoń, aż do świtu. Ciocia Jula i wujek Mieszek dali Lenie czas na oswojenie się z nową sytuacją i stopniowo pomagali jej pokonywać jej emocjonalne i fizyczne trudności. Lena uczyła się, że zaufanie to coś, co można odbudować krok po kroku. Każdy uśmiech cioci Juli, każde ciepłe słowo wujka Mieszka były jak promienie słońca, które stopniowo rozpraszają chmury. Dziewczynka zaczęła rozumieć, że można kochać więcej niż jedną rodzinę i że nowe więzi nie zastępują starych, lecz tworzą nową, bogatszą historię jej życia. Lena w nowym domu uczyła się, jak to jest, gdy ktoś dba o Ciebie bezwarunkowo. Jej nowi rodzice, ciocia Jula i wujek Mieszek, byli jak latarnie morskie wśród burzowych fal, stale prowadząc ją do bezpiecznej przystani. Dziewczynka z czasem zaczęła otwierać się na nowe więzi. Miłość, której doświadczała, zaczęła leczyć jej rany, choć blizny w sercu pozostały. Lena zaczęła też odkrywać nowe pasje – malowanie, które pozwalało jej wyrazić to, co trudno było ubrać w słowa, i muzykę, która pomagała jej oddychać, gdy emocje stawały się zbyt silne. Sztuka stała się dla niej językiem, w którym mogła opowiedzieć o swojej tęsknocie i nadziejach. Z czasem, każdy nowy dzień w rodzinie zastępczej przynosił Lenie więcej spokoju. Uczucie braku, które wcześniej wydawało się nie do zniesienia, zaczęło ustępować miejsca nowym, pełnym miłości wspomnieniom. Lena uczyła się, że każda historia ma wiele rozdziałów, a jej własna właśnie zyskiwała szczęśliwe zakończenie. Rodzice biologiczni Leny, widząc pustkę, jaką pozostawiła po sobie ich córka, zrozumieli, jak wielką skarbnicą jest każde dziecko. Zaczęli długą podróż przez terapie, szkolenia i przez ciężką pracę uczyli się, jak być lepszymi opiekunami. Ich dom, który kiedyś był pełen niepokoju, stopniowo napełniał się nadzieją na nowe jutro. Lena, choć pokochała swoją nową rodzinę, nigdy nie zapomniała o tych, którzy dali jej życie. Jej serce było jak most między dwoma światami – jednym, który ją ukształtował, i drugim, który ją uleczył. W końcu, po wielu miesiącach, rodzice biologiczni Leny osiągnęli moment, w którym mogli znowu przytulić swoją córeczkę. Przejście z powrotem do domu rodzinnego było jak kolejna podróż, pełna niepewności i nadziei. Lena czuła się jak mała łódka na wielkim oceanie, powoli płynąca ku nowej przystani. Decyzja o powrocie do domu rodziców nie była łatwa ani dla Leny, ani dla jej rodziny zastępczej. Lena czuła się rozdarta między dwoma domami, które pokochała. Jednak zrozumiała, że czasem trzeba pójść naprzód i dać szansę na nowy początek. Kiedy Lena wróciła do swoich biologicznych rodziców, zauważyła, jak bardzo się zmienili. Byli teraz bardziej troskliwi i odpowiedzialni. Lena, choć tęskniła za swoją rodziną zastępczą, stopniowo przyzwyczajała się do życia w swoim starym, a zarazem nowym domu. Bajka o Lenie jest przypomnieniem, że miłość, cierpliwość i wytrwałość mogą przynieść zmiany nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Każde dziecko zasługuje na to, by być kochanym i chronionym, a czasem droga do szczęścia prowadzi przez niespodziewane zakręty życia. Strach, kiedy zostaje zabrana od rodziców, jej tęsknota, kiedy mieszka z nową rodziną, i jej odwaga, gdy wraca do domu rodzinnego. Każdy dzień był dla niej jak nowy rozdział w księdze życia, pełen trudnych lekcji i pięknych odkryć. Lena nauczyła się, że miłość jest jak światło – nie ma tylko jednego źródła, ale może rozświetlać ciemności z wielu miejsc. I choć nie wszystkie dni były łatwe, każdy z nich był krokiem na drodze do uzdrowienia. autor: Leszek Poprzednia Kolejna
- Podcasty | rodzina zastepcza
Podcasty o rodzicielstwie zastępczym Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie.
- Konkurs #RodzinneWakacjeZastepcze
Konkurs #RodzinneWakacjeZastepcze 16.07.25, 08:00 Konkurs „#RodzinneWakacjeZastepcze” Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie serdecznie zaprasza wszystkie rodziny zastępcze do wzięcia udziału w kreatywnym konkursie fotograficznym #RodzinneWakacjeZastepcze . Celem Konkursu jest zachęcenie Was do wspólnego, twórczego spędzania czasu oraz rozwijania umiejętności współpracy w rodzinie. Uchwyćcie w obiektywie momenty wspólnych, wakacyjnych przygód i podzielcie się nimi na Facebooku! Jak wziąć udział? Zróbcie autorskie zdjęcie ukazujące Wasze rodzinne, wakacyjne chwile (tak, by nie można było zidentyfikować osób na fotografii). Opublikujcie je jako post publiczny na prywatnym koncie Facebook, dodając: hashtag #RodzinneWakacjeZastepcze oznaczenie @Rodzina może być zastępcza w opisie odpowiedź na pytanie: „Co najbardziej cieszy Was w wakacjach?” 3. Wyślijcie e‑mail ze zgodą na udział i akceptacją Regulaminu (wzory oświadczeń w załącznikach do Regulaminu) na adres: zgłoszenia.wcpr@wcpr.pl Dołączcie do zabawy i pokażcie, jak wyglądają Wasze wymarzone #RodzinneWakacjeZastepcze ! #rodzinnewakacjezastepcze_regulamin .pdf Pobierz PDF • 175KB Oswiadczenie_rodzica_opiekuna (1) .doc Pobierz DOC • 50KB Oswiadczenie_uczestnika .doc Pobierz DOC • 44KB wróć
- Kiedy zgłosić się z dzieckiem do psychologa?
Gdy w zachowaniu dziecka pojawiają się nagłe lub utrzymujące się zmiany, warto skonsultować się z psychologiem, który pomoże odróżnić naturalne etapy rozwoju od sygnałów wymagających wsparcia. Przycisk Kiedy zgłosić się z dzieckiem do psychologa? Każda zmiana w funkcjonowaniu i zachowaniu dziecka powinna zwrócić uwagę opiekuna. Nie zawsze jednak oznacza ona poważny problem wymagający interwencji specjalisty. Psycholog pomoże rozeznać, na ile to, co dzieje się z dzieckiem jest naturalnym elementem rozwoju, a na ile sygnałem, że potrzebuje ono wsparcia. Dzięki jego wiedzy i doświadczeniu łatwiej będzie zrozumieć, co jest przyczyną zmian u dziecka, a co jedynie ich skutkiem. Do psychologa warto zgłosić się wtedy, gdy zmiany w obszarze emocjonalnym lub społecznym mają charakter nagły albo utrzymują się przez dłuższy czas. Może to być sytuacja, w której dotychczas otwarta i pełna energii pociecha staje się płaczliwa i lękliwa, a w grupie rówieśniczej reaguje agresją lub przeciwnie - wycofaniem. Pomoc psychologiczna bywa potrzebna w momentach ważnych zmian życiowych, np. po narodzinach rodzeństwa, śmierci bliskiej osoby, rozstaniu rodziców, zmianie szkoły czy miejsca zamieszkania. Istotnym sygnałem jest także pogorszenie wyników szkolnych. Jeśli dziecko nieoczekiwanie zaczyna przejawiać trudności w nauce, może to wskazywać na problemy emocjonalne, poznawcze albo nieharmonijny rozwój. Powodem konsultacji nierzadko są kłopoty wychowawcze. Psycholog pomoże zrozumieć trudne sytuacje w relacji z dzieckiem i wypracować konstruktywne sposoby ich rozwiązywania. Nie należy lekceważyć także objawów somatycznych. Nawracające bóle, mdłości, utrata apetytu, problemy ze snem czy moczenie się, jeśli nie mają podłoża fizycznego, mogą świadczyć o nadmiernym stresie lub lęku. Pamiętaj, że możliwości młodego człowieka w zakresie radzenia sobie z wyzwaniami nie są jeszcze w pełni rozwinięte, dlatego polega ono na wsparciu i trosce dorosłych. Bagatelizowanie problemów i brak adekwatnej reakcji mogą nie tylko pogłębiać trudności rozwojowe, lecz także osłabiać więzi. Autor: Ewa Sikora - psycholog, psychoterapeuta, WCPR Poprzedni Następny
- psychologiczne | rodzina zastepcza
Wsparcie psychologiczne psycholog, terapeuta, logopeda, grupy wsparcia Dzielnica Wybierz z listy Rodzaj wsparcia Wybierz z listy Odbiorcy Wybierz z listy < Wróć Centrum Specjalistyczne SOS w Warszawie al. St. Zjednoczonych 26a, Warszawa Przycisk Poradnia Lumia Tykocińska 27/35, Warszawa Przycisk Fundacja EY Rondo ONZ 1, Warszawa Przycisk Fundacja „Edukacja z Wartościami” Nowoursynowska 154A, Warszawa Przycisk Ośrodek Wsparcia Rodzinnej Opieki Zastępczej PORT Al. Zjednoczenia 34, Warszawa Przycisk Fundacja Rodzin Adopcyjny - PDK FASada Płatnicza 83, Warszawa Przycisk Stowarzyszenie dla Rodzin - „Ząbkowska” Ząbkowska 39 m 1,2, Warszawa Przycisk Stowarzyszenie dla Rodzin - „Nefrytowa” Nefrytowa 12, Warszawa Przycisk Stowarzyszenie dla Rodzin - „Zacisze” Pszczyńska 26 m 57, Warszawa Przycisk Fundacja Atalaya Wolska 66/39, Warszawa Przycisk Warszawski Ośrodek Interwencji Kryzysowej 6-go Sierpnia 1/5, Warszawa Przycisk Stowarzyszenie dla Rodzin - „Nowodwory” Nowodworska 35 m 51, Warszawa Przycisk Mazowiecka Fundacja Rodzin Zastępczych Nowogrodzka 49, Warszawa Przycisk Fundacja Zobacz...JESTEM Czerniakowska 159/200, kl. I, Warszawa Przycisk FASD Point Łochowska 39 lok. 7, Warszawa Przycisk Poradnia Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży Koszykowa 79B, Warszawa Przycisk Warszawska Poradnia Rodzinna Towarzystwa Przyjaciół Dzieci Marszałkowska 24/26/lok. 2, Warszawa Przycisk Powiślańska Fundacja Społeczna Mokotowska 55, Warszawa Przycisk Stowarzyszenie Aslan Nowolipie 17, Warszawa Przycisk Ośrodek Profilaktyki i Socjoterapii dla Dzieci i Młodzieży "Pępek" Hoża 41, Warszawa Przycisk Towarzystwo Pomocy Młodzieży Nowolipki 22, Warszawa Przycisk Stowarzyszenie OPTA Marszałkowska 85, Warszawa Przycisk Komitet Ochrony Praw Dziecka Oleandrów 6, Warszawa Przycisk Strona główna Aktualności Mapa zasobów
- Historie z życia wzięte - Zuzia
Pewnego wiosennego dnia zapukała do naszego domu rodzina. Mama, tata, dwóch synków i córeczka. Mówili coś, że pod ich oknami zakwitła w tym roku pierwszy raz maleńka jabłonka. I że to znak. I zapytali czy u nas mieszka Zuzia, bo wyśnili ją. Mieli piękny sen i kierowali się do nas sercem. A może rozumem? Up Historie z życia wzięte - Zuzia Historia z Pamiętnika osoby prowadzącej Rodzinny Dom Dziecka w Warszawie. Wcale nie za siedmioma górami i siedmioma lasami tylko gdzieś obok nas przy ulicy Madalińskiego, a może jednak w innym szpitalu, przyszła na świat dziewczynka. Mama nazwała ją Zuzia. Mama Zuzi piła piwo w czasie ciąży. Czasem jedno czasem trzy dziennie, ale przecież piwo to nie alkohol. Dobrze podobno wpływa na pracę nerek. Poza tym w Internecie na forum dla mam wyczytała, że jak się pije piwo w czasie pierwszej ciąży, to dziecka nie zabierają. Nie pamięta dokładnie przy której z ciąż nie wolno już pić bo zabiorą dziecko, no ale na pewno nie przy pierwszej... Zuzia trafiła do domu pełnego dzieci. Było cieplutko i miło. Ktoś przytulał i całował i karmił cieplutkim mleczkiem. I mówił, że jest piękna. A mama Zuzi? Obraziła się na cały świat i piwo zamieniła na inny alkohol i narkotyki, bo przecież jakoś trzeba poradzić sobie z nieszczęściem jakim jest niesprawiedliwe odebranie dziecka. Zuzia dorastała w domu z innymi dziećmi. Była bardzo dzielna. Ba, w dalszym ciągu jest bardzo dzielna. I mądra. I śliczna. Jest co prawda troszkę nieufna. Ma swój własny uroczy świat do którego nie każdego wpuszcza. Mnie czasem uda się tam z nią wejść. Wtedy przytula się, całuje i delikatnie głaszcze po buzi. Czesze nawet moje włosy i stara się to robić bardzo, bardzo delikatnie... Pewnego wiosennego dnia zapukała do naszego domu rodzina. Mama, tata, dwóch synków i córeczka. Mówili coś, że pod ich oknami zakwitła w tym roku pierwszy raz maleńka jabłonka. I że to znak. I zapytali czy u nas mieszka Zuzia, bo wyśnili ją. Mieli piękny sen i kierowali się do nas sercem. A może rozumem? Zuzia czekała na nich przy drzwiach. Czyżby też śniła o nich? Chyba tak, bo uśmiechała się do nich i przytuliła. Jakby znała ich od dawna. Od zawsze. Od prawie trzech lat czyli całe swoje króciutkie jeszcze życie... Teraz będzie już mniej bajkowo bo zaczęły się sprawy w urzędach, formalności, dokumenty, zgody i opinie i testy i wnioski i sprawozdania i … ech no już nie wiem co jeszcze... ale oczywiście nikt się nie poddał i nie wycofał i nie zrezygnował. No bo jak zrezygnować z marzeń i pięknych snów? Czekam na zakończenie tej historii kiedy będzie można napisać: "i żyli długo i szczęśliwie". Poprzednia Kolejna
- Jak motywować dziecko do nauki?
Ponaglając dziecko do nauki ostrym i stanowczym komunikatem możemy wywołać w nim opór, niechęć, a nawet stres i osiągnąć efekt odbiegający od zamierzonego. A gdyby tak spróbować przyjąć perspektywę dziecka, przyjrzeć się jego motywacji i podjąć refleksję nad jego potrzebami? Przycisk Jak motywować dziecko do nauki? Ponaglając dziecko do nauki ostrym i stanowczym komunikatem możemy wywołać w nim opór, niechęć, a nawet stres i osiągnąć efekt odbiegający od zamierzonego. A gdyby tak spróbować przyjąć perspektywę dziecka, przyjrzeć się jego motywacji i podjąć refleksję nad jego potrzebami? Na początek po prostu zauważ, że dziecku trudno jest przysiąść do nauki. To dobry moment, żebyś podzielił się tym, że niekiedy też tak miewasz, że to normalne, iż czasami coś nas blokuje lub nam nie wychodzi. Być może ciekawym dla dziecka będzie to, jeśli opowiesz mu, co Tobie pomaga w takich sytuacjach? Następnie poszukajcie razem, co ułatwi dziecku zabranie się za naukę. Może pomocnym będzie poprzedzające ją 15 minut zabawy, w czasie której nieco się zrelaksuje i wprawi w dobry nastrój, podzielenie pracy na etapy, zniwelowanie rozpraszającego hałasu... Następnie zachęć dziecko do zaczęcia od najłatwiejszego zadania, równolegle sam możesz zająć się czymś, co dotąd odkładałeś - dzięki temu macie szansę motywować się nawzajem! W czasie nauki dziecka bądź otwarty na rozmowę, wsparcie, wspólny odpoczynek. Proponuj przerwy, gdy zauważysz, że uczniowi spada koncentracja, pojawia się znużenie. Pamiętaj, że w wyrobieniu nawyku nauki z pewnością pomoże systematyczność i stała pora odrabiania lekcji. Stale bądź uważny na to, żeby nie wyręczać Twojej pociechy, gdyż to samodzielność będzie budowała poczucie sprawczości i dostarczała satysfakcji. Jak to realizować? Po prostu nie podawaj gotowych rozwiązań, ale na nie naprowadzaj, wówczas zdobywanie wiedzy stanie się przyjemnym wyzwaniem, a nie jedynie karkołomnym obowiązkiem. Pożądane będzie przy tym docenianie starań dziecka i jego osiągnięć, a unikanie krytyki, oceny oraz wyśmiewania niepowodzeń. W Twojej postawie nie powinno zabraknąć pozytywnych wypowiedzi o szkole i nauczycielach. Ponadto pokazuj korzyści z posiadania wiedzy, spróbuj powiązać je z codzienną rzeczywistością i praktycznym zastosowaniem. Miej świadomość tego, że przy okazji pomocy dziecku w nauce masz doskonałą okazję, by budować z nim więź, uczyć rozwiązywania problemów, kształtować jego samoocenę! Autor: Ewa Sikora - psycholog, psychoterapeuta, WCPR Poprzedni Następny
- Oficjalne zawarcie umowy o dofinansowanie projektu „StAR – Stacja Aktywnego Rozwoju”
Oficjalne zawarcie umowy o dofinansowanie projektu „StAR – Stacja Aktywnego Rozwoju” 8.04.26, 13:15 W poniedziałek 30 marca 2026 roku w Gdyni odbyło się spotkanie dotyczące zawarcia umów z 7 beneficjentami, których projekty zostały wybrane do dofinansowania w ramach konkursu „Pilotażowe programy usamodzielniania młodzieży z pieczy zastępczej”. W wydarzeniu uczestniczyła m.in. Minister Funduszy i Polityki Regionalnej – Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, Prezydent Gdyni – Aleksandra Kosiorek oraz przedstawiciele beneficjentów: Miasta Słupsk, Gdańskiej Fundacji Innowacji Społecznej, Miasta Stołecznego Warszawa, Miasta Toruń, Fundacji Nauka dla Środowiska, Fundacji "Merkury", Miasta Gdańsk. Po oficjalnym powitaniu uczestników nastąpiło podpisanie umów o dofinansowanie przez Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej – Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz i reprezentantów beneficjentów. Z ramienia Miasta Stołecznego Warszawy umowę podpisywała Dyrektor Warszawskiego Centrum Pomocy Rodzinie – Agnieszka Patela-Owczarczyk. Warszawskie Centrum Pomocy Rodzinie będzie realizowało projekt „StAR – Stacja Aktywnego Rozwoju” w partnerstwie z Fundacją Atalaya i Fundacją Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych. Projekt będzie współfinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego Plus, w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego 2021-2027. Łączna kwota dofinansowania projektu to: 7 537 707,10 zł. Głównym celem projektu jest wypracowanie, przetestowanie i wdrożenie w m.st. Warszawie skoordynowanego modelu lokalnego systemu wsparcia w usamodzielnianiu się młodzieży opuszczającej pieczę zastępczą. Projekt będzie odpowiadał na współczesne wyzwania i potrzeby młodzieży w zakresie usamodzielnienia poprzez: - indywidualizację świadczonego wsparcia, - dokonanie zmian w Indywidualnym Programie Usamodzielnienia, - profesjonalizację funkcji opiekuna zastępczego, - wsparcie mieszkaniowe, - poszerzenie oferty wsparcia specjalistycznego i edukacyjnego, - prowadzenie skutecznej aktywizacji zawodowej, - stworzenie koalicji i grup przyjaznych dorosłych. W projekcie weźmie udział 45 wychowanków pieczy zastępczej wieku od 15 roku życia oraz 20 opiekunów usamodzielnienia. Testowane działania w projekcie stworzą warunki do wprowadzenia zmian i usprawnienia procesu usamodzielnienia oraz otoczenia wsparciem wychowanków opuszczających pieczę zastępczą w Warszawie. Dzięki temu będą oni pewniej stawiać pierwsze kroki w dorosłym życiu. wróć
- (Nie)zwykli ludzie, ważna decyzja. Nowe rodziny zastępcze w Warszawie
(Nie)zwykli ludzie, ważna decyzja. Nowe rodziny zastępcze w Warszawie 23.12.25, 11:00 Choć koniec roku zbliża się wielkimi krokami, my ani na moment nie zwalniamy tempa! 16 grudnia zakończyliśmy kolejne szkolenie kandydatów na rodziny zastępcze. To aż 15 wspaniałych osób, które już wkrótce utworzą 9 nowych rodzin zastępczych w Mieście Stołecznym Warszawa. Prezentujemy również plansze ze szkolenia stworzone przez samych kandydatów. To na nich pokazali, jak widzą rolę opiekuna zastępczego i co ich skłoniło, by podjąć tę drogę.Bez wielkich haseł. Bez nadzwyczajnych supermocy. Jak widać to (nie)zwykli ludzie. Tacy jak my. Tacy jak Wy. Ludzie, którzy pomyśleli: „Może właśnie ja mogę dać dziecku bezpieczne miejsce” . Jeśli ta myśl choć na chwilę pojawiła się też w Twojej głowie, być może to nie przypadek. Skontaktuj się z nami, a my pomożemy znaleźć Ci właściwą ścieżkę. wróć
_edited.png)




